Davos zza kulis

Tu, w Davos, Richard często używa wyrażenia „DV”. Jestem „DV”, tak samo jak kilku moich kolegów z CNN pracujących przy relacjonowaniu Światowego Forum Ekonomicznego. „DV”, inaczej „Davos Virgin”, to ktoś, kto przeżywa swój pierwszy raz w tym szalonym miejscu. Richard definitywnie nie jest DV, a John Defterios, inny dziennikarz CNN, był w Davos już 22 razy.

Przyznam, że nadawanie materiałów z Davos jest prawdziwym wyzwaniem. Już na początku trzeba się zmierzyć z kontrolami bezpieczeństwa. Wchodzenie i wychodzenie z sal oznacza proces weryfikacji przez ochronę rodem z lotniska, a w całym budynku pełno jest uważnych obserwatorów upewniających się, że nikt nie nagina surowych zasad. No i świta VIPów. Nagle, nie wiadomo skąd, trafia się na gnające stado ludzi w garniturach, którzy zazwyczaj szczelnie otaczają jakiegoś prezydenta albo premiera. Biada tym, którzy nie zejdą im z drogi na czas.



Kolejnym wyzwaniem jest jedzenie. W Davos kolor Twojej plakietki wpływa na to, czy możesz wziąć udział w uczcie, która nagle pojawia się w hallu głównym. Ja mam fioletową. Oznacza to między innymi, że nie wolno mi kosztować tych przysmaków. Ponieważ na terenie konferencji nie ma gdzie kupić jedzenia, musimy szukać posiłków poza nim. Dodajmy – dość drogich posiłków. Jak to ujął jeden z moich kolegów, „oni nazywają to „Elastycznym dynamizmem”, ja nazywam to pizzą za 20 dolarów…”. Chociaż tak naprawdę fioletowa plakietka nie jest taka najgorsza. Reporterka innej stacji telewizyjnej pokazała mi swoją żółtą plakietkę. „To właściwie oznacza, że jesteśmy karaluchami”, powiedziała. Jak wielu innych dziennikarzy pracujących podczas szczytu, moja koleżanka musi podróżować przez śnieg tam i z powrotem z media centre do sali konferencyjnej.


My w CNN nie musimy tak często mierzyć się z zimnem, ale potrzebujemy innego rodzaju odporności niezbędnej do pracy w miejscu pieszczotliwie nazywanym „Bunkrem”. „Bunkier” jest dosłownie bunkrem. To schron bombowy pod halą główną, z betonowymi ścianami i gigantycznymi stalowymi drzwiami. Nie ma tu naturalnego światła. Jest bardzo ciepło. I nie tylko to jest problemem, ale fakt, że w każdym momencie znajduje się tu prawie 20 osób pochylonych nad swoimi laptopami, pracujących dosłownie „łokieć w łokieć”. W tym samym czasie na dachu nasi operatorzy i obsługa planu znoszą trudy pracy w terenie, podczas gdy goście i ich świta wprowadzeni są w dół i górę lodowych schodów przez naszych producentów.
Ale pomimo opisanych warunków – jest trochę zabawy. Nigdy nie wiesz na kogo wpadniesz wędrując krętymi korytarzami - wracając z wywiadu z Ehudem Barakiem można spotkać Jacoba Zumę, a chwilę później szefa Światowej Organizacji Handlu – i wszystko to w ciągu kilku minut. Richard nazwa te spotkania „DM’s” – Davos Moments. Tak, relacjonowanie wydarzeń w Davos może być wyczerpujące, ale właśnie DM’s sprawiają, że praca tutaj to fascynujące doświadczenie.


Autorem dzisiejszego tekstu jest:
Jonathan Hawkins
Senior Press Manager CNN International
Trwa ładowanie komentarzy...